| waluta | kupno | sprzedaż |
|---|
Organizacja pracy
Uciec z Matriksu
Halina Frańczak. Fot. Darek Iwański
Halina Frańczak, dyrektor marketingu firmy Accenture, miała szczęście. Zanim wciągnął ją wir życia zawodowego, zdążyła założyć rodzinę i urodzić dzieci.
– To utrwaliło moją hierarchię wartości, zanim kariera rozwinęła się na tyle, by rywalizować w odczuwalny sposób z życiem prywatnym – mówi Halina Frańczak, która szybko nauczyła się dokonywania wyborów. Od początku tak pokierowała życiem zawodowym, aby najbliżsi cierpieli jak najmniej. I żeby mogła z zajmowania się rodziną czerpać satysfakcję i energię do działania.
W tych poczynaniach ważny był wybór pracodawcy. W grę wchodzili przede wszystkim ci, którzy gwarantowali jej, obok możliwości realizacji zawodowych ambicji, sporą dozę niezależności i elastyczności.
– Sama ustalam, jak będę wykonywać zadania i jak to pogodzę z życiem osobistym – ujmuje sprawę.
Brzmi to prosto i jasno, ale wcale nie jest łatwe.
Jasno określić priorytety
To, co Halina Frańczak robi w pracy, określa jako „niezwykle fascynujące”. Podobnie wygląda życie zawodowe jej męża, szefa dużej firmy farmaceutycznej. Dlatego balansowanie między tym, co prywatne i zawodowe – i to tak, by którejś z tych sfer nie zubożyć czy nie zniszczyć, wymaga czujności i gotowości do zawierania wielu kompromisów, w dużej mierze z samym sobą. A także – dyscypliny i rozwinięcia umiejętności organizacyjnych.
– Wszystko to jest możliwe pod warunkiem, że wie się dobrze, co stanowi w naszym życiu naczelną wartość, której nie wolno nigdy lekceważyć – mówi Halina Frańczak i natychmiast dodaje:
– Ważne jest też uświadomienie sobie, że znajdowanie równowagi jest procesem ciągłym, decyzje i działania podejmuje się często na bieżąco, nie ma rozwiązań znalezionych raz na zawsze.
Paweł Bochniarz, partner w Idea! Management Consulting, założył swoją pierwszą firmę w wieku 21 lat i zaangażował się w jej rozwój do tego stopnia, że zaniedbał wszystko inne.
– W tym relacje z ówczesną dziewczyną, a dziś żoną – wspomina. – „To tak, jakbyś miał kochankę” – usłyszałem od niej któregoś dnia i te dobitne słowa uzmysłowiły mi, że gdzieś się pogubiłem i czas to uporządkować.
Paweł Bochniarz podkreśla, że w pierwszym rzędzie trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, co stanowi największą wartość w życiu. Potem jest już tylko dążenie, by ją respektować, rozwiązywanie kolejnych dylematów, walka z własnym egoizmem.
Kiedy założył rodzinę i pojawiły się dzieci (ma ich czworo), wzmógł np. samodyscyplinę. Co ciekawe, zrezygnował z wypadów na piwo z kolegami, porządkując także swoje życie prywatne, tak by dawać jak najwięcej bliskim.
– Kilka lat temu często pracowaliśmy w naszej firmie w soboty – zauważa. – Dziś staramy się mieć wolne wszystkie weekendy, a ja nie odbieram wtedy służbowych telefonów.
Bronić prywatności
Czasem walka o zachowanie równowagi między tym, co zawodowe a tym, co prywatne skłania do rezygnacji z kariery u pracodawcy, u którego nie da się wpłynąć na zmianę niszczącej życie osobiste kultury organizacyjnej, czy wywalczyć dla siebie pola manewru.
– Już negocjując warunki zatrudnienia, warto jasno postawić sprawę – mówi Rafał Świeżak, ekspert z firmy House of Skills. – Trzeba próbować bronić swego życia prywatnego.
Czemu warto tak się starać? Ponieważ fascynująca, a przynajmniej wciągająca praca, która nie ma kontrapunktu w postaci czegoś odmiennego, bezpiecznego, dającego głęboką emocjonalną i duchową satysfakcję czy wręcz energetyczną odnowę, wyciska człowieka jak cytrynę. A wtedy cierpi także praca: menedżer wypalony czy nadmiernie utożsamiający się ze sprawami firmy, przestaje być skuteczny.
W przypadku naukowców czy artystów, pasja często do tego stopnia łączy się z pracą, że można się w niej zatracić i czerpać z tego nieustannie życiową energię. Podobno dotyczy to także wybitnych przedsiębiorców. Ale bardzo rzadko menedżerów. Ci muszą uważać. Amerykanie zbadali: aż 40 proc. z nich to ludzie rozkojarzeni w pracy i przez to nieefektywni. W ich firmach najczęściej istnieje presja, by być jak najdłużej dyspozycyjnym i zajętym sprawami służbowymi. Włącznie z lunchami czy weekendami, zgodnie z zasadą: dobry pracownik – to pracoholik.
Czasami nie trzeba nawet być pracoholikiem. Wystarczy źle wyznaczyć wartości, które są w życiu najważniejsze i kierować się czymś atrakcyjnym, może łatwiejszym, lecz w gruncie rzeczy nieautentycznym i zwodniczym.
Jarosław Zgud, psycholog, coach i doradca z firmy MindSet opowiada historię dość typową dla dzisiejszego pokolenia 35 – 40-letnich ludzi sukcesu. Takich, którzy znaleźli pracę w dużych korporacjach: szybki awans, pochłaniające, dające poczucie spełnienia zajęcia i bardzo mało czasu na refleksję.
Oto, dyrektor finansowa w jednym z koncernów zaniedbała przez to bliskie, skomplikowane relacje z innymi. Pozostawanie z kimś w głębokim związku wymaga bowiem czasu oraz uwagi. Nie miała również pasji, która by ją rozwijała, odprężała i dystansowała od zajmujących spraw zawodowych. Taka pasja też wymaga uwagi. Ale co tam, praca przez całe lata załatwiała przecież coraz więcej. Były więc: służbowe przyjaźnie, imprezy, lektury, wspólne wyjazdy na narty i nurkowanie. Kiedy jednak u pani dyrektor wykryto raka piersi i musiała wycofać się z tego barwnego świata, okazało się, że jest całkiem sama. No i wtedy kompletnie się załamała.
– Zdała sobie poniewczasie sprawę z tego, że żyła w Matriksie – ujmuje rzecz Jarosław Zgud.
Niestety, tylko nieliczni potrafią taki Matrix w porę opuścić lub w ogóle do niego nie wchodzić. Do tych ostatnich należy pewien przedsiębiorca. Poprosił o anonimowość w zamian za wyznanie, które uważa za bardzo osobiste. Otóż, w jego akurat przypadku rolę skutecznej busoli, utrzymującej w równowadze całe życie, pełni... strach.
– Jeśli przesadzam w którąkolwiek stronę, zagalopowuję się i zaniedbuję sprawy prywatne, tj. dzieci, kobietę, którą kocham, rodziców, zainteresowania lub – co też ma przecież dla mnie ogromne znaczenie – sprawy zawodowe, czuję lekkie ukłucie strachu, że zawalam właśnie coś ważnego – opowiada. – Jest to „ściskanie w dołku”, którego staram się słuchać. Sytuacja wraca do równowagi, a ja mam poczucie, że żyję zgodnie z wartościami nadającymi mojemu życiu sens. Wymaga to samodyscypliny, wyznaczania priorytetów i trzymania się ich. Tego trzeba jednak naprawdę chcieć.
Galeria Zdjęć
Na ten sam temat:
Tego samego autora:
- Trzy rodzaje reakcji na stres i osiem... | 27-08-2008
- Odpędzić demona | 27-08-2008
- Dla kogo ten atut | 25-08-2008
- Z góry na dół | 22-08-2008
- Smutni chłopcy przegrywają | 22-08-2008
r e k l a m a
Linki sponsorowane
Finansowe rady dla nie finansistów: w co inwestować, jak wybrać ubezpieczenia z najwyższej półki i oferty private bankingu.
- Sezon wyników w USA wkracza w kluczową... | 17-01-2012
- Indeks VIX najniżej od lipca | 23-12-2011
- W Europie skromne wzrosty na koniec... | 19-12-2011
Przeczytaj, czym jeżdżą polscy menedżerowie, o jakich samochodach, marzą, jakie cenią i co sądzą o testowanych modelach.
- Audi Q7 - lifting i zmodyfikowane... | 19-05-2009
- Porsche Panamera - 4-drzwiowe... | 31-03-2009
- Skoda Octavia Combi 1.4 TSI DSG7 -... | 31-03-2009
Kursy walut
- O nas |
- Kontakt |
- Reklama |
- Biuro prasowe |
- Partnerzy |
- Regulamin |
- Mapa serwisu |
- Zgłoś błąd |
- Polityka prywatności |
- RSS |

- na górę strony ^
- Copyright ©JOBS.PL SA 2008-2011 Wszelkie prawa zastrzeżone.
- projekt i wykonanie: agencja interaktywna .apeiro






